Od jakiegoś czasu jaram się rzeczami DIY (ang. Do It Yourself) czyli po prostu zrób to sam. Nie wiem jak Was, ale mnie osobiście niektóre ceny za zwykłe szmaty w sklepach przerażają. Dlatego będę starała się zrobić coś z niczego i oczywiście przedstawiać Wam efekty w miarę na bieżąco :)
Pierwszą rzeczą jaką zrobię w pełni samodzielnie będą takie buty:
Tylko że ja zamiast vansów użyję zwykłych, czarnych tenisówek, jakie można kupić na każdym bazarze/tanim sklepie obuwniczym. Złote ćwieki (stożki) już zamówiłam na allegro, powinny przyjść w środę. Już nie mogę się doczekać <3
Niejadek.
żaboniejadki
niedziela, 14 października 2012
środa, 22 sierpnia 2012
CODZIENNE: wróżby
Leżę na łóżku, za dużo myślę, jak zawsze. Nie mogę spać, więc biorę za telefon i piszę do Niejadka.
Kurde, nie mogę zasnąć bo zastanawiam się, czy on pisze, bo ma ze mnie bekę, lubi mnie, czy bo lubi ze mną pisać... mózgu, zamknij się!
Od razu mi lepiej, w jednej chwili zasypiam. Po pięciu minutach budzi mnie dźwięk, dostałam wiadomość, ledwo jestem w stanie ją rozczytać.
Kurde, nie mogę zasnąć, bo jestem w nim totalnie zabujana, a on we mnie nie. I nie wiem jak mam się ogarnąć, bo ciągle o nim myślę.
Wiem, że Niejadek nie zaśnie do drugiej w nocy, ale ja od razu osuwam się na poduszkę.
Jesteśmy wyczerpane ucieczką przed burzą, której wcale nie było. Zadajemy pytania i losujemy odpowiedzi z nakrętek od tymbarków, ale one wszystkie mówią to samo tak, tylko innymi słowami. Więc robimy własne wróżby, co z tego, że głupie i infantylne. Świetnie się bawimy, a w takie dni dobrze jest zapomnieć, że ma się te naście lat i poczuć się znów jak dziecko.
Żaba.
KUCHNIA: ciasteczka czekoladowe
Są wakacje, nudzę się w domu. Wychodzę po mleko, bo zbliża się pora obiadu. Wracam, zaglądam do szafki, a tam nie ma płatków, zaglądam jeszcze raz, nadal ich nie ma. Zniknęły, skłaniam się nawet ku wnioskowi, że ktoś je bezczelnie zjadł. Zaglądam do lodówki, przyglądam się, ale widzę tylko jajka, dżem i warzywa, nic, co smakowałoby z mlekiem. Szukam więc w myślach coś, co nadawałoby się do spożycia z mlekiem. Zaglądam do szafki, a tam czekolada. Mam wyrzuty sumienia, moja zrównoważona dieta właśnie odchodzi w niepamięć. Ale na szczęście wpadam na genialny pomysł.
Mieszam w misce łyżeczkę sody, półtora kubka mąki i dwie łyżki kakao. Ucieram pół kostki margaryny, dodaję szklankę cukru i jajko. Wszystko to mieszam razem z pokruszoną czekoladą, formuję kulki, które układam na blasze, a potem wstawiam do piekarnika na 170 stopni. Po 20 minutach ciastka są gotowe.
Mieszam w misce łyżeczkę sody, półtora kubka mąki i dwie łyżki kakao. Ucieram pół kostki margaryny, dodaję szklankę cukru i jajko. Wszystko to mieszam razem z pokruszoną czekoladą, formuję kulki, które układam na blasze, a potem wstawiam do piekarnika na 170 stopni. Po 20 minutach ciastka są gotowe.
Sześć odkładam na spotkanie z Niejadkiem, sama pożeram dwa, maczając oczywiście w mleku.
Żaba.
Niejadek.
czwartek, 16 sierpnia 2012
początek
Leżę na łóżku i porządkuję moje myśli. Zapamiętuje dobre
pomysły metodą skojarzeń. Lista ciągnie się za długo, więc wstaję po kartkę
papieru i mój ulubiony długopis. Zapisuję, rzeczy układając w kolumny. Do
kupienia, do zrobienia, do pomyślenia, do napisania. „Poprosić mamę, żeby
nauczyła mnie szyć na maszynie” zostaje na marginesie. Po chwili dodaję
„przekonać wreszcie Niejadka na jakieś zdjęcia”.
Pomysł niespodziewanie wpada mi do głowy. Gnam na dół po telefon, żeby tam przypomnieć sobie, że przecież trzymam go w kieszeni. Powoli wracam do pokoju, ostatni raz rozważając w głowie co powiem i czy to doby pomysł, a najważniejsze, jak zareaguje Niejadek.
N: Halo?
Ż: Cześć grubasie. Mam pomysł. Załóżmy bloga.
N: Właśnie myślałam o czymś podobnym.
Ż: Widzisz, to chyba jakieś połączenia głuptasów objawiają się u nas.
N: Ale te zdjęcia raczej róbmy bez twarzy.
Ż: W końcu to twoja twarz, ale ja robię zdjęcia.
N: O nie, ty też masz być i koniec kropka.
Rozmowa trwa pięćdziesiąt trzy minuty. Kiedy się rozłączam, biorę do ręki moją listę. Przerabiam ją, dodaję parę pomysłów, które już zrealizowałam, ale z chęcią uwiecznię. Kolumna do kupienia zostaje uzupełniona nową książką kulinarną. Piszę pomysły na tytuł, nie podobają mi się, skreślam wiele razy. Nie mogę się doczekać , kiedy wreszcie wrócę do cywilizacji i będę miała mnóstwo czasu, żeby porównać moje pomysły z pomysłami Niejadka.
Pomysł niespodziewanie wpada mi do głowy. Gnam na dół po telefon, żeby tam przypomnieć sobie, że przecież trzymam go w kieszeni. Powoli wracam do pokoju, ostatni raz rozważając w głowie co powiem i czy to doby pomysł, a najważniejsze, jak zareaguje Niejadek.
N: Halo?
Ż: Cześć grubasie. Mam pomysł. Załóżmy bloga.
N: Właśnie myślałam o czymś podobnym.
Ż: Widzisz, to chyba jakieś połączenia głuptasów objawiają się u nas.
N: Ale te zdjęcia raczej róbmy bez twarzy.
Ż: W końcu to twoja twarz, ale ja robię zdjęcia.
N: O nie, ty też masz być i koniec kropka.
Rozmowa trwa pięćdziesiąt trzy minuty. Kiedy się rozłączam, biorę do ręki moją listę. Przerabiam ją, dodaję parę pomysłów, które już zrealizowałam, ale z chęcią uwiecznię. Kolumna do kupienia zostaje uzupełniona nową książką kulinarną. Piszę pomysły na tytuł, nie podobają mi się, skreślam wiele razy. Nie mogę się doczekać , kiedy wreszcie wrócę do cywilizacji i będę miała mnóstwo czasu, żeby porównać moje pomysły z pomysłami Niejadka.
Żaba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
